— Ach, jak ja was kocham, zawołała Marta ściskając starca i Różę.
Starzec z Aubécourt powiedział:
„Ziemia, po której stąpa dobra panienka, powinna być usłaną kwieciem“. Słowa jego zostały wysłuchane. Podczas rozmowy Marty z wujem wszystkie kobiety i dzieci z Aubécourt niszczyły swoje ogródki. A gdy Marta opuściła dom notarjusza, dążąc w stronę zagrody matki Langier, szła po kobiercu z kwiatów i zieleni.
Marta porozmawiała chwilę z mamką, poczem zamknęła się w swoim pokoju. Musiała odpocząć i wrócić do równowagi po wypadkach tego dnia, pełnych wzruszeń. W tem usłyszała lekkie pukanie do drzwi.
— Czy to ty matuchno? Dlaczego nie wchodzisz? spytała.
Brygida otworzyła drzwi i weszła.
— Marto — powiedziała — jakaś dama pragnie się z tobą widzieć.
— Któż to być może?
Powstała z miejsca i szybko zbliżyła się ku drzwiom, jednocześnie krzyknęła z zdziwienia, widząc przed sobą pannę Lormeau.
Stara panna podeszła ku niej. Usta jej drżały, była poważną i wzruszoną.
— Marto, dziecię moje — zawołała. Przygarnęła ją