Rousselet — rzekł. — Notarjusz pragnie się z panią rozmówić.
— Jestem na pańskie rozkazy.
— Racz pani podać mi ramię.
— Ależ panie...
— Błagam panią, nie odmawiaj mi tego zaszczytu.
Młoda panna zdziwiła się. Spojrzała uważnie w oczy wójta, poczem przyjęła podane jej ramię z uśmiechem.
Gdy stanęli na ulicy, radosne okrzyki odbiły się o ich uszy...
— Panie wójcie — rzekła Marta nagle, zatrzymując się jakby przelękła — co znaczą te okrzyki? Co to jest?
— Niech się pani nie niepokoi, cały Aubécourt jest dziś przejęty radością.
Posiedzenie u notarjusza skończyło się. Ofiary Mateusza Raclot opuściły jego mieszkanie i rozprószyły się po ulicy, wieść o wszystkiem co zaszło, rozbiegła się błyskawicznie po całej okolicy.
Zatrzymywano się przed Martą. Każdy się nisko kłaniał, z szacunkiem i szczerą życzliwością.
Nie były to owe zimne ukłony, pełne zakłopotania, z dni poprzednich.
Dziewczyna zaczęła odgadywać prawdę. Niespodziane przybycie wójta do matki Langier, przyjazne demonstracje do których nie przywykła, sympatja dająca się czytać we wszystkich oczach ku niej zwróconych, wszystko jednem słowem świadczyło, że pan Rousselet przemawiał do ludu.
Jednak nie puściła ramienia wójta, szła pewnym krokiem przez dziedziniec, gdzie znajdowało się w tej
Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/172
Wygląd
Ta strona została skorygowana.