Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

dziedziczyła własnego brata, człowieka ubogiego, obarczonego rodziną. — Zgodziłem się na to, wykazując jednak, że połowa spadku, należała się jej matce. — Być może, odparła, lecz ja oddam cały spadek nieszczęśliwej rodzinie! — Dobrze, dorzuciłem, zastosuję się do pani życzeń, lecz i tak zostanie ci blisko trzy kroć. — Powtarzam po raz ostatni, nie chcę nic! — Cóż uczynimy z temi pieniądzmi? Milczała chwilę namyślając się widocznie, poczem rzekła: — Wybudujemy przytulisko dla starców, albo w mieście, albo w Aubécourt.
Panna Lormeau wyjęła chustkę z kieszeni i obtarła oczy wilgotne od łez.
— Och! szlachetna dziewczyna! O! wspaniałomyślna, podziwienia godna! — wykrzyknęła, gotowa płakać a nawet łkać. — Miałeś pan słuszność! Ta młoda dziewica wznosi swemu ojcu pomnik, przed którym każdy uczciwy człowiek schyli czoło. I czyniąc to, jest cichą, pokorną. Zajmuje się wszystkiem bez hałasu, bez dumy, bez chęci okazania się.
— Potajemnie. Jak gdyby to co czyni, było występkiem, jak gdyby musiała się rumienić.
— I ja mogłam wątpić o czystości tego anioła! O jej szczerości, prostocie! Ja sobie tego nie przebaczę! Nie daruję nigdy!

— Nie mogę poprzestać nie dodawszy jednego rysu: Spisując zawartość kasy Mateusza Raclot, znalazłem w pudełeczku kolczyki, broszkę, pierścionek i branzoletę z brylantów. Ojciec jej, uniósł się pewnego dnia niewidzianą wspaniałomyślnością, zapomniał o swym skąpstwie i darował jej te klejnoty. Marta opuszczając