Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

nie czując braku. Lecz zapasy pieniężne się wyczerpały, i musiałem przed kilkoma dniami zawsze w tajemnicy przed Martą, zasilić kilkoma frankami pustą kasę staruszki.
— Pan żartujesz? — przerwała panna Lormeau, patrząc z widocznem niedowierzaniem w szczerą twarz towarzysza.
— Opowiadam pani, jedną z najtkliwszych historyi. Pani w niej widzi i może podziwiać przywiązanie staruszki i życie pełne zaparcia, córki milonera.
— Pan opowiadasz mi istne niepodobieństwa!
— A jednak prawdziwe.
— Ja tego nie pojmuję.
— Jakto, panna Lormeau, tak zacna, pełna cnót i wzniosłych uczuć, nie domyśliła się jeszcze, że panna Raclot zrzeka się spadku, że nie chce tknąć źle nabytego majątku?
— Czy być może?
— Tak jest.
— A z majątkiem co się stanie?

Zaraz pani dokończę: Nazajutrz po pogrzebie pana Raclot, córka jego przyszła do mnie, do bióra, ubrana w szatę nowicjuszki zakonu Dominikanek, której nie zrzuciła do tej chwili. Zdziwiłem się temi odwiedzinami, gdyż nie byłem notarjuszem pana Raclot, i na wstępie oznajmiłem to jego córce. Panie, odrzekła, wiem żeś memu ojcu tego odmówił, jest to największy powód, dla którego przychodzę do pana z zupełnem zaufaniem, potrzebuję pana, czy chcesz być moim pełnomocnikiem? — Odparłem że jestem cały na