Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.
XV.

Dzień odkupienia zbliżał się szybko. Marta podpisała wszystkie potrzebne dokumenta i myślała o powrocie do klasztoru Dominikanek. Notarjusz mógł się obejść bez obecności młodej panny w Aubécourt, lecz zatrzymywał ją ciągłe. Coś w myśli układał, lecz nie zwierzał się przed nikim.
Plan był gotowy...
Już od kilku tygodni notarjusz ciągle wyjeżdżał; zawsze w interesie wspaniałomyślnej klientki, a raczej licznych a niewinnych ofiar Mateusza Raclot’a.
Pewnego poranku przejeżdżał o kilka kilometrów od wsi Rosiéres. Nagle skręcił z drogi i za chwilę stanął u rodziców swej żony, gdzie miał prosić o śniadanie. Lecz w domu nie zastał nikogo, prócz służby. Państwo Mounier zaproszeni na śniadanie przez pannę Lormeau, bawili u niej właśnie.
Pokojówka chciała wysłać służącego i oznajmić państwu o przybyciu notarjusza.
— Nie trzeba, nie trzeba — odparł pan Rousselet, pragnąc ukryć rozdrażnienie — przykroby mi było, gdybym rodzicom miał sprawić kłopot. Zresztą jestem tylko w przejeździe. Wracając z B... nie zapomnę wstąpić na chwilę.
I na prawdę zaczął się szykować do drogi, obiecując sobie w duchu, wstąpić do jakiej oberży, gdyż mu głód porządnie dokuczał.

Gdy atoli służąca spostrzegła, że bierze za kapelusz, zapytała: