Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

o ich porozumieniu, i o wieściach jakie z tego powodu obiegały Aubécourt.
— Słyszałem o tem ciociu, odezwał się Jerzy, a w głosie jego czuło się ból głęboki — tak; niestety wszyscy o tem mówią w Aubécourt i okolicy.
— Prawda, czy nie; to pewne, że panna Raclot straciła dobrą sławę na zawsze. Zresztą wiemy, że w każdej pogłosce jest jakaś część prawdy... Gdzie się podziała panna Raclot?... Przepadła jak kamień w wodę; słych o niej zaginął. Matylda byłaby się zakładała onegdaj, że ją zastanie u Domimkanek. Dziś wiemy, że jej tam nie ma. Mów co chcesz, mój bracie, sprawa niejasna.
— Biedne dziewczę — szepnął generał.
— Ty ją żałujesz?
— Tak siostro, żałuję ją podwójnie.
— Jakto... tyż byś nie wierzył w pogłoski?...
Oczy starego żołnierza zabłysły szlachetnym gniewem.
— Ludzie rozsiewający je, są niegodziwcami, bez czci, wykrzyknął w uniesieniu. Do stu tysięcy djabłów, to haniebne! Człowiek uczciwy nie tknie w ten sposób sławy niewiasty! Chciałbym się znaleść w obliczu jednego z tych nędzników, a uszy bym mu poobrywał!
— Więc istotnie nie wierzysz?...
— Ja? jabym miał wierzyć w podobne bzdurstwa? Nigdy! Przenigdy! Znam pannę Martę, i dla tego bronię ją jak własne dziecko! Ja, jenerał de Santenay, ręczę swoim honorem za uczciwość tej dziewczyny, podle spotwarzonej!
— Ojcze, ojcze, jaki kojący balsam wlewasz w moją