Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

wszystko, poznałem powody: Marta tym lub owym sposobem, mało mnie to obchodzi, dowiedziała się o niegodziwościach swego ojca. Ja wam mówię z przekonania, pewny, że się nie zawiodę, że to jest jedyny powód jej odmowy.
— Tak ojcze, tak, niezawodnie! krzyknęła Matylda, rzucając mu się w objęcia.
Jerzy wyglądał jak budzący się ze snu.
Panna Lormeau nie dawała się tak łatwo przekonać. Siedziała sztywnie, wyprostowana, zimna, a usta jej okalał uśmiech pełen niedowierzania.
— Och zacna, szlachetna dusza! wykrzykiwał generał w entuzjazmie, który napełniał jego serce.
Matylda padła znów w objęcia ojca i okryła go pocałunkami.
W tej chwili weszła służąca, oznajmiając Matyldzie przybycie jakiejś biednej kobiety, oczekiwanej od dni kilku.
Była to wdowa, matka dwojga sierót. Panna Matylda zajmowała się nią, zaopatrywała w jadło i odzienie. Dzieweczka ruszyła się z miejsca.
— Poczekajcie — rzekła odchodząc, wrócę za chwilę.
Panna Lormeau zbliżyła się tajemniczo do generała:
— Trzeba, żebyście obaj wiedzieli — rzekła przyciszonym głosem — o czemś, czegom w obecności Matyldy mówić nie mogła. Zdaje mi się, że usłyszawszy to, przestaniesz zachwycać się i podziwiać Martę.
Spojrzała ironicznie na generała i zaczęła opowiadać dobitnie o wyjeździe Marty, o ucieczce dependenta