Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

szerszeni o mało nie wszedłeś.
Młodzieniec milczał, zwiesiwszy głowę na piersi.
— Siostro, zasłużyliśmy na naganę, uznaję — odezwał się generał, gdyż należało dowiedzieć się coś o rodzinie Marty. Lecz znaliśmy tylko ją jedną. Jej cnoty, powierzchowność i miłe obejście, podbiły i twoje serce.
— Co świadczy, żeśmy byli nierozważni i nieroztropni w równym stopniu, lecz Bogu dzięki, wyszliśmy cało i zdrowo z tej awantury.
— A teraz Jerzy — kończyła ciotka, wylecz się prędko z twej fatalnej miłości, i zwróć oczy ku najpiękniejszej dziewicy, która będzie godną ciebie i nas.
— Siostro — odrzekł generał dobitnie; Jerzy powinien bezwątpienia wybić sobie z głowy Martę, lecz przez to, że ojciec jej jest nędznikiem, Marta nie traci ani jednej z swych cnót i w mych oczach zasługuje, jak dawniej, na nazwę najzacniejszej panienki. Dziś powtarzam, Matylda nie mogła znaleźć lepszej i godniejszej przyjaciółki, między rówieśnicami.
— Jakto bracie, ty to mówisz?
— Ja, siostro. Nawet posunę się dalej i powiem ci: Marta jest najszlachetniejszą z dziewcząt; żałuję niewymownie, że jej nie nazwę synową i dodaję; Marta zasługuje na miłość i podziw wszystkich.
— Bracie, nie rozumiem ciebie nic a nic... wykrzyknęła panna Lormeau. Jerzy podniósł głowę i patrzył zdziwiony.

— Dzieci drogie — ciągnął starzec, zapalając się coraz bardziej — pytałem się siebie, jak i wy, czemu panna Raclot, nie chce wychodzić za mąż. Dziś zrozumiałem