Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

— Przecie muszą wiedzieć gdzie się panna Raclot dziś obraca.
— Nikt tego nie wie.
— Hm... zastanawiam się i przekonywuję coraz widoczniej, że ta panienka jest żyjącą zagadką.
— Nie mogę nic powiedzieć; uważam jednak, że jest to osoba zadziwiająca. Znikając tak tajemniczo, zaszkodziła znacznie swej dobrej sławie.
— Dlaczegóż panie, dla czego?
— Przez niemiły zbieg okoliczności. Mój dependent wyjechał tego samego dnia.
— I cóż z tego?
— Z tego powstały plotki; utrzymują wszyscy, że nastąpiło porozumienie między nimi, i wyjechali razem.
— Ależ panie, to potworne! Czy pan wierzysz w coś podobnego?
— Nie pani, nie, nie sądzę nigdy z pozorów, zwykle bardzo mylnych. Pan Bertillon, mój dependent jest człowiekiem intelligentnym, lecz unosi się łatwo. Zrobiłem mu małą uwagę, za to opuścił miejsce, nie powiedziawszy mi nawet że odjeżdża.
Jak na złość, wyjechał prawie równocześnie z panną Raclot, co nasunęło ciekawym podobnie niefortunne przypuszczania.
— Masz pan rację.
Pan Rousselet wstał z kanapki, gdyż teściowa wołała go do siebie.
Panna Lormeau zamyśliła się głęboko. Cały wieczór była małomówną i odjechała przed północą.
Nazajutrz była już u generała. Pragnęła powtórzyć