Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

wracając do rzeczy, poinformowano mnie wkrótce o sztuczkach pana Raclot; oświadczyłem mu przeto wręcz, że notarjuszem jego nie będę, i ręki do jego interesów nie przyłożę. Skutkiem tego, pan Raclot sprowadził osobnego notarjusza dla siebie.
Tu zatrzymał się pan Rousselet. Po chwili, w słowach krótkich, a bardzo treściwych, rozpoczął opowiadać starej pannie, o niegodziwych postępkach zachłannego lichwiarza.
Panna Lormeau dziwiła się coraz więcej. Ach! to nędznik, łotr, ten chłop z Aubécourt, przytem śmiał udawać uczciwego!
A jej siostrzeniec mógł zostać zięciem takiego człowieka!
Na samę myśl, o czemś podobnem, dreszcz przeszedł ją od stóp do głowy.
— Sądzę, że pani zrozumie teraz powody, dla których cieszę się, że pan de Santenay nie wszedł w tę rodzinę.
— Ach panie, jakie to szczęście. Coby to był za wstyd dla całej rodziny! Co za hańba dla nazwiska de Santenay. Jerzy nic nie wie do tej chwili, nie ma pojęcia o okropnościach jakieś mi pan raczył udzielić. Wierzę tem bardziej w prawdziwość pańskich słów, gdyż Marta opuściła ojca dla ważnych przyczyn.
— Pani więc słyszała o wyjeździe Marty?
— Słyszałam; ale powody mi nie znane.
— W Aubécourt, nikt nie jest lepiej poinformowanym od pani.