— Jakto — zapytał zdziwiony notarjusz, panna Raclot zerwała pierwsza z pani bratankiem?
— Nieinaczej.
— A w całem Aubécourt, wszyscy myślą, że de Santenay pierwszy cofnął dane słowo.
— Tak mówią? Ależ to bajka, panie. Prawda prawdą; Jerzy dostał od kosza, lecz my się tego pan jest nie wypieramy, gdyż Bogu dzięki, honor po naszej stronie.
— Ma pani zupełną słuszność. Pan Jerzy może tylko zyskać w opinii, za to, że nie poślubił panną Raclot.
— Słyszałam jakoby pan Raclot był bardzo bogatym wieśniakiem.
— Tylko tyle?
— Nie byłam w Aubécourt, nie miałam przyjemności rozmawiać z panem Raclot, i nigdy o nim nie słyszałam.
— Jakto, pani nie wie, że dwadzieścia lat temu, pan Raclot był parobkiem, sługą, nie posiadającym jednej piędzi ziemi.
— Nie słyszałam tego. Więc odziedziczył spadek?
— Czy pani zna okrągłą liczbę majątku pana Raclot? — spytał notarjusz, nie odpowiadając na pytanie panny Lormeau.
— Skądżebym wiedzieć miała! Mój Boże, nie potrzebuję cudzego majątku, również jak i mój bratanek dlatego nie zajmowaliśmy się tą kwestją.
— Jaki posag obiecał pan Raclot swej córce?
— Pięćdziesiąt tysięcy franków.
— Być to może? Trzeba wyznać, że się nie okazał zbyt hojnym — rzekł notarjusz, uśmiechając się dwu-
Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/105
Wygląd
Ta strona została skorygowana.