Rousselet nie znała, i tylko ten zasługuje być jej notarjuszem.
— Brawo! — wykrzyknął pan Mounier — dobra klientka, przyda się memu zięciowi.
Zaraz po herbacie zaczęły się tańce, w antraktach śpiewy, wszyscy wstali, by się trochę rozruszać.
Parnia Lormeau, już przy herbacie napomykała o młodym inżynierze de Santenay, powtarzając nie bez dumy w głosie, że ów młodzieniec jest jej siostrzeńcem.
Naturalnie, chciała przy tej sposobności wybadać notarjusza. Była to przynęta. Lecz przy stole było kilka osób nieznajomych, a notarjusz odznaczał się ostrożnością, nie udało się przeto starej pannie cośkolwiek z niego wyciągnąć.
Lecz w czasie tańców, gdy do fortepianu siadła jakaś niemłoda, ruda, szczupła panna, i zaczęła wygrywać nie zbyt wprawnie jakąś mazurkę, pan Rousselet przystąpił do panny Lormeau.
— Pani jesteś więc ciotką pana Jerzego de Santenay? — zagadnął.
— Pan znasz mego siostrzeńca?
— Tak pani, słyszałem wiele dobrego o nim i miałem przyjemność widzieć go raz w Aubécourt.
— Był wielce zakochany w pannie Marcie Raclot. Dziś pozostała, jak panu wiadomo pewnie, blizna, która się z trudnością zasklepi. Bardzo byłabym panu wdzięczną, gdybyś zechciał mi wyjaśnić, dla czego panna Marta odmówiła tak stanowczo swej ręki Jerzemu, nie chcąc dać żadnego wyjaśnienia.
Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/104
Wygląd
Ta strona została skorygowana.