— Jakto — zapytała zakonnica, udając zdziwienie — Marta nie jest u ojca?
Grała komedję przed Matyldą, ulegając rozkazowi wyższej władzy.
— Już mamy dwa miesiące, jak Marta wyjechała z Aubécourt — opowiadała Matylda — doniesiono mi o tem wczoraj. Dziś przyszłam tu, przekonana, że Marta mogła się skryć tylko w tym klasztorze, gdzie przełożona, siostra Aniela, i ty mateczko jesteście jej przyjaciółkami.
— Bezwątpienia Matyldo, Marta może liczyć zawsze na nasze poparcie i sympatję. Ilekroć zechce do nas zapukać, znajdzie drzwi otwarte. Lecz zapomniałaś Matyldo, jak widzę, że twoja koleżanka ma maturę, a z nią znajdzie wszędzie umieszczenie. Sądzę, że Marta opuściła ojca tylko dla tego, by zostać nauczycielką, w którym z tutejszych pensjonatów.
Na tem skończyła się rozmowa panienki z zakonnicą. Matylda odeszła z mocno osłabioną wiarą, w obecność przyjaciółki w klasztorze.
W dwa dni później, panna Lormeau była na herbacie proszonej, u państwa Mounier.
Panna Lormeau dostała za sąsiada przy herbacie pana Rousselet, notarjusza z Aubécourt.
Był to człowiek bardzo przyjemny, wykształcony i obyty w świecie, nie dziw więc, że zawojował odrazu starą pannę, przez co zaczęła się między nimi ożywiona rozmowa.
Panna Lormeau, znana jako nie mała entuzjastka, oświadczyła niebawem, że milszego człowieka od pana
Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/103
Wygląd
Ta strona została skorygowana.