Przejdź do zawartości

Strona:PL É Richebourg Milion ojca Raclot.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

wnicy, a inne zakonnice wchodziły co chwila by uściskać dawną uczennicę.
Matylda prosiła, by jej wolno było pomówić z przełożoną. Odpowiedziano jej jednak, że matka przewielebna jest cierpiącą i nie wychodzi ze swej celi. Wtedy Matylda kryjąc rozdrażnienie, zażądała siostry Anieli, wiedząc jaka przyjaźń łączy ją z Martą. Niebawem zjawiła się ta ostatnia. Przyjęła Matyldę w otwarte ramiona, okazując całem postępowaniem, jak jej miło ją powitać.
— Mówiono mi Matyldo, że pragniesz się ze mną rozmówić, zejdziemy do ogrodu, gdzie są nasze siostry i panienki, a pogawędzimy przynajmniej na świeżem powietrzu.
Matylda udała się do ogrodu. Rozmawiała, lecz myślą błądziła po przechadzających się parach, sądząc, że ujrzy przyjaciółkę. Lecz nie widząc jej nigdzie, odezwała się w ten sposób do siostry Anieli:
— Sądziłam że ujrzę tu Martę Raclot, i nie chcę tego kryć przed siostrą.
— Martę Raclot! — wykrzyknęła siostra Aniela, udając zdziwienie — czyście się miały spotkać w klasztorze?
— Nie, siostro.
— Nie rozumiem więc...
— Sądziłam, że Marta jest od dwóch miesięcy w klasztorze.
— Dlaczego Matyldo?
— Gdyż Marta, opuściwszy ojca...