Jerzy nie odrzekł nic, nie mógł powiedzieć, jakie krążyły plotki po okolicy Aubécourt.
— Tak — mówił generał, zamyślając się — panna Raclot miała ważne powody, do postępowania takiego z Jerzym. Ale czemu tak uczyniła?
— Prawda wyjdzie na wierzch kiedyś, ojcze — odrzekła Matylda.
— Tak — dodała panna Lormeau — poznacie jej powody, zwłaszcza, że ja się zajmę wyświetleniem tej sprawy.
— Ciocia? Tak Matyldo, znam państwa Mounier, którzy wydali córkę za pana Rousselet notarjusza z Aubécourt. Sądzę, że będę mogła dowiedzieć się coś od niego, gdyż jestem zaproszona na srebrne wesele pana Mounier, gdzie się zbierze cała rodzina. Wiem, że najlepiej udać się do notarjusza pewnej miejscowości, gdyż ci znają najdokładniej każdą jednostkę.
— Doskonale — rzekł generał.
— Ja ojcze, idąc którego dnia do miasta, dowiem się, czy Marta jest w klasztorze.
W następny czwartek, pan de Santenay miał załatwić w mieście interes. Córka mu towarzyszyła, a pożegnawszy ojca na ulicy, udała się do klasztoru Dominikanek.
Siostra Ludwika, przyjęła ją jak zwykle w rozmo-