co zbieram, robię w ten sposób użytek dla nich. Na przyszły rok powiozę cię do Paryża — zwiedzisz pałac, który tam mamy. Obaczysz tam obicia, jakich już nie ma, sprzęty jedyne w swoim rodzaju, arcydzieła najznakomitszych artystów. Ja ten pałac pielęgnuje, upiększam, jak kochanek lokal przeznaczony dla swej oblubienicy, bo przeznaczam go dla naszych dzieci, Norbercie, dla przyszłych Dompairów de Champdoce.
Mówił to głosem tryumfującym, wszystko co opisywał widział oczy ma duszy.
— Opowiedziałem ci to wszystko, zaczął znowu tonem nie znoszącym repliki, dla tego, że jesteś w takim wieku, iż możesz poznać prawdę. Wskazałem ci regułę twego przyszłego życia. Jesteś już mężczyzną, mój synu, i powinieneś przywykać do postępowania według własnej woli, tak jak dotąd postępowałeś, by mnie być powolnym. Powiedziałem. Jutro rano wydasz dwadzieścia pięć worków zboża, które sprzedałem do Bivron... Możesz odejść.
Norbert odszedł chwiejąc się.
Jak wszyscy despoci, nie przywykli do spotykania przeciwnego zdania, tak i stary magnat nie przypuszczał, aby wola jego mogła napotkać nie opór, ale nawet wahanie.
Nie upatrywał przeszkód żadnych; a jednak w tej samej chwili Norbert najstraszliwszemi przysięgami zaklinał się w duchu, iż nie będzie posłuszny.
Gniew jego, powstrzymywany obawą, dopóki się znajdował pod okiem ojca, wybuchnął nakoniec swobodnie.
Poszedł w wielką aleję orzechową po za zamkiem, i tam rzucił na świat wśród nocy tysiące pogróżek i gniewnych wyrzutów.
Widział siebie skazanym, i to skazanym nieodwołalnie.
Dopóki poczytywał swego ojca za skąpca, dopóty miał nadzieje: namiętności miewają zwroty wsteczne. Teraz, pomimo niedoświadczenia, pojął,
Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/544
Wygląd
Ta strona została przepisana.