Przejdź do zawartości

Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/542

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Jakże zgodzić się na tyle upokorzenia i na takie ubóstwo, będąc tak szlachetnie urodzonym i tak bogatym?.
Po egzaltacji, jaka opanowała księcia gdy opowiadał o przeszłej świetności swej rodziny, nastąpił ogromny upadek na duchu.
Ciężkim krokiem począł przechadzać się po sali, zwiesiwszy głowę na piersi.
— To mało, szeptał, bardzo mało.
Bardzo mało... A Norbert wiedział, że żadna z rodzin, poczytywanych w okolicy za bogate, nie posiadała nawet połowy tej ogromnej sumy.
Mussidanowie mieli wszystkiego sześćdziesiąt tysięcy liwrów dochodu. Sauvebourgowie z pewnością nie mieli stu.
Był wprawdzie w okolicy niejaki p. Puymadour, którego miano za arcymiljonowego; ale szlachectwo jego było co najmniej wątpliwem, a przytem mówiono, że nie należy bardzo wglądać w jego majątek, jeżeli kto nie chce dopatrzeć tam błota w samem źródle.
Zagniewanem okiem Norbert wodził za swym ojcem, który przechadzał się ciągle, od czasu do czasu wykrzykując bez związku.
Nakoniec książę Champdoce stanął przed swym synem.
— Majątek mój, powiedział gorzkim tonem, jest niczem, niczem w czasach kiedy tryumfuje mieszczaństwo zbogacone, próżne i zarozumiałe. Ludzie ci, ponieważ kupili nasze zamki i do swoich śmiesznych nazwisk pododawali nazwiska majątków, poczytują się za szlachtę, i silą się kopiować, nie nasze zalety, ale wady. Prawdziwa szlachta nie pojęła swej epoki, podupada i skonczy na tem, że wymrze z głodu. Teraz niczem być nie można bez pieniędzy. Aby walczyć z tymi ludźmi od wczoraj bohatymi, tymi książętami finansów, których herbem jest skradziony talar, takiemu Champdoce trzeba miec najmniej miljon dochodu. Słyszysz, mój synu?... miljon!...