Uznał siebie za najnieszczęśliwszego w świecie i znienawidził swego ojca nienawiścią zimną i z całą gwałtownością niewyjaśnionych palących go żądz. I gdyby tylko śmiał...
Ale nie śmiał. Książę Champdoce przejmował go nieprzezwyciężoną trwogą.
Sytuacja taka trwała już ośmnaście miesięcy, gdy książę Champdoce uznał, iż nadeszła chwila, w której może wykryć swe myśli i nadzieje synowi, mającemu prowadzić dalej dzieło odrodzenia.
Było to w niedzielę po wieczerzy we wspólnej sali, z której kazał wyjść wszystkim służącym.
Nigdy Norbert nie widział swego ojca z tak uroczystą miną. Wyprostował on swe barki pochylone od roboty w polu. Cała duma rasowa, przez tyle lat ukrywana, błyszczała mu w oczach. Opowiedział on dzieje rodziny Champdoce, której początek ginie w legendach kronikarskich. Opowiedział życie wszystkich bohaterów, którzy ją uświetnili; jakiemi zaszczytami była zasypana, ile liczy pokrewnych związków z domami panujacemi, jak była bogatą i potężną w czasach, kiedy Dompairowie de Champdoce, istni monarchowie, pobierali podatki, mieli swoje fortece i wojska.
— Oto, czem byliśmy! mówił donośnym głosem. Cóż nam pozostaje z takiej świetności? Pałac w Paryżu przy ulicy Varennes, ten zamek, trocha gruntów, trocha kapitału, najwięcej dwakroćstotysięcy liwrów dochodu — nie całe pięć miljonów!...
Norbert wiedział, że jego ojciec jest bogaty, ale nie w takim stopniu. Ogromna ta cyfra pięciu miljonów zdumiała go. Potem, mniej niż w sekundę, tysiące myśli przebiegło mu po głowie.
Pięć miljonów!... A jego zmuszano do nużącej pracy człowieka, który aby żyć potrzebuje zarobić trzydzieści sous dziennie. Dwakroćstotysięcy liwrów dochodu!... a ta wspóln
a sala, gdzie w tej chwili znajdował się z ojcem, podobna była do prostej izby włościańskiej. Przodkowie jego mieli całą armię sług, a tu wszyscy parobcy z okolicy mówili mu ty.
Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/541
Wygląd
Ta strona została przepisana.