zajmował się siejbą? Tego nie mógł sobie wystawić, a nieświadomość jego błądziła w przypuszczeniach bez sensu.
To co dotąd słyszał wymienianym jako przyjemność, nie przedstawiało jego wyobraźni nic godnego zazdrości. Wieśniacy nazywają zabawą zamknięcie się w izbie karczemnej, gdzie piją, krzyczą, spierają się, a w końcu — często biją.
Tamci — rozumiał to dobrze — musieli mieć inne rozrywki, więcej wyszukane, wesołość całkiem różną od wesołości pijaka, powracającego ze śpiewką na ustach do domu. Ale co to było?
Po za tą pustynią, nakreśloną dokoła niego ręką ojcowską, czuł on, że porusza się swiat, dla niego cudowny jak wszystko nieznane. Co tam się działo, niepodobna odgadnąć.
A kogoż zapytać? komu zwierzyć się?
Wtedy to oburzyła go straszliwa nieświadomość, w której był trzymany, podczas gdy Montlouis, syn dzierżawcy, chodził do kolegium.
I on, który dotąd poziewał na sam widok drukowanej stronnicy, który musiał sylabizować każdy wyraz, złożony więcej aniżeli z trzech sylab, teraz zawzięcie wziął się do czytania.
Ale namiętność ta nie mogła się podobać ks. Champdoce, który pewnego wieczora oświadczył mu, iż nie lubi, „próżniaczych czytelników“.
Zapał Norberta wzmógł się od tego, podburzony przeszkodami i ciągłą niespokojnością. Począł kryć się.
Wiedział, iż w jednej z sal zamkowych wyższego piętra pełno było książek, w tej liczbie najmniej pięćset romansów, które w ostatnich latach swego życia czytywała jego matka.
Norbert rzucił się do tych książek jak zgłodniały do chleba. Czytał wszystko, nie przebierając, bez zastanowienia.
I z czasem wszystko mu się pomięszało w głowie, romans i historja, przeszłość i teraźniejszość. Jednak z tego chaosu wyłoniły się dwie myśli.
Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/540
Wygląd
Ta strona została przepisana.