dawniej nie dostrzeżonych, a które teraz były dlań tyluż wskazówkami.
Przypatrując się na przykład stosunkom swego ojca z wieśniakami, zmierzył rychło, pomimo pozornej familjarności, otchłań, która ich rozdzielała.
Stary hrabia Mussidan, tak imponujący swemi białemi włosami, markiz Sauvebourg, tak dumny, a któremu wieśniacy kłaniali się do ziemi, z widocznem ugrzecznieniem podawali rękę księciu Champdoce i jego synowi, wychodząc z kościołu.
Najpiękniejsze i najdumniejsze damy, które jak królowe przechodziły przez dziedziniec, zamiatając proch ogonami swych pysznych sukień, tak jest, najbardziej nawet wyniosłe pomiędzy niemi zdawały się być uszczęśliwione, gdy książę Champdoce, który pod grubemi sukniami zachował maniery dawnego dworu, z galanterją całował je w ręce.
Wszystko to musiało oświecić Norberta. Czuł on siebie równym wszystkim tym dumnym ludziom. A jednak jakaż to różnica między nim a nimi!
Podczas gdy on wraz z ojcem szedł do kościoła piechotą, w ogromnych podkutych trzewikach, tamci przybywali w pysznych powozach ze wspaniałymi lokajami.
Jak na dobitek, wszystkim tym szczęśliwym tego świata towarzyszyli młodzi ludzie, tychże co i Norbert lat, ich synowie. Wszystkie tortury zazdrości dręczyły go aż do łez, gdy się przyrównywał do nich. Czasami, gdy powracał z pola, zapędzając woły z batem w ręku, spotykał któregokolwiek z nich, jadącego na pięknym rumaku.
Przy takich spotkaniach znajomi wołali do niego:
— Dzień dobry, Norbercie!
A to przyjaźne powitanie wydawało mu się zniewagą.
Młodych tych ludzi poczytywał za zuchwalców nienawidził ich.
Jakież może być ich życie w mieście, dokąd powracali z pierwszem zimnem, podczas gdy on
Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/539
Wygląd
Ta strona została przepisana.