Montlouis, proponowałbym ci partję. Prawda że to kosztuje, a ojciec twój pewno nie wiele ci daje pieniędzy.
W życiu swojem Norbert nie posiadał nawet dziesięciu sous. Teraz czuł się głęboko upokorzonym i poczerwieniał.
— Mój ojciec, mówił dalej Montlouis, nic mi nie odmawia. Ale bo też pracuję ogromnie. Jestem pewny, że na popisie otrzymam dwie nagrody. Gdy ukończę nauki, hrabia Mussidan weźmie mię do siebie na sekretarza, pojadę do Paryża, będę się bawił. A ty co będziesz robił?...
— Ja?... nie wiem.
— E! to rzecz wiadoma. Będziesz orał ziemię, jak twój ojciec. Czy cię to bawi?... I powiedzieć sobie tylko, że jesteś synem wielkiego pana, człowieka najbogatszego w Poitou, a nie jesteś nawet tak szczęśliwy jak ja, syn jego dzierżawcy... Zresztą...
Rozstali się, a gdy książe Champdoce powrócił do oberzy, znalazł syna na tem samem miejscu gdzie go był zostawił.
— No, zaprzęgajmy! powiedział.
Powrót do Champdoce był milczący. Rozmowa z Montlouis zapadła w umysł Norberta jak kropla subtelnej trucizny w naczynie z czystą wodą.
Dwadzieścia nierozważnych słów dzieciaka zniszczyło dzieło szesnastu lat pracy i wytrwałości.
Od owego dnia nastąpił kompletny przewrót w charakterze Norberta, przewrot, którego nikt się nie domyślał. Jak przedtem tak i teraz ze zwykłą pilnością wykonywał on swoje codzienne roboty, które niegdyś lubił, a któremi obecnie brzydził się.
Ale często widziano go jak — sądząc że jest sam — stał całe godziny nieruchomy, wsparty na rękojeści łopaty, z namarszczonemi brwiami, w zamyśleniu; on, który dawniej był tak swobodnej myśli jak ptaszek spiewający w krzakach.
Rozbudzona przez Montlouis inteligencja jego czuwała teraz. Odkrywał mnóstwo okoliczności,
Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/538
Wygląd
Ta strona została przepisana.