Przejdź do zawartości

Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/531

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Nie był on jednak zły, ale obdarzony uporem dochodzącym do szaleństwa, despotyzmem szkaradnym i gwałtownością nadzwyczajną.
Na szczęście dla tych, którzy żyli w jego otoczeniu, trzy zaklęcia najdokładniej wyrażały stopień jego gniewu.
Niezadowolony, wykrzykiwał: Jarnicoton! rozgniewany: Jarnidieu! Dotąd nie było czego obawiać się. Ale gdy potężnym swym glosem ryknął: Jarnitonnere! wtedy najlepiej było usunąć się coprędzej w miejsce, gdzieby nie dosięgnął jego kij widłowaty.
Strasznie go się obawiano.
Z szacunkiem, połączonym ze strachem, zdejmowano przed nim czapki w niedzielę, gdy w towarzystwie syna przechodził przez miasteczko Bivron, udając się do kościoła, gdzie miał ławkę przed samym ołtarzem.
Podczas mszy czytał półgłosem w grubej książce od nabożeństwa, albo nucił, dopomagając śpiewakom. Przy kweście dawał regularnie pięć franków.
Ta ofiara tygodniowa, koszta prenumeraty Gazette de France, pięć talarów rocznie wyznaczonych cyrulikowi, który go golił dwa razy na tydzień, stanowiły cały jego osobisty wydatek.
Nie znaczy to jednak, by się źle żyło u niego. Tłusty drób, zwierzyna, soczyste jarzyny, wyborne owoce były tam w obfitości. Ale nigdy na jego stole nie okazywało się nic takiego, coby nie było zebrane lub zabite w jego posiadłościach. Mięso rzeźne było ztamtąd ostatecznie wywołane, ponieważ za nie płacić trzeba.
Często zapraszany na obiady i uczty przez sąsiednich właścicieli, którzy pomimo wszystkiego poczytywali go za swego szefa, zawsze wymawiał się, utrzymując że szlachcic nie może przyjmować nic bez tego, by się nie odwzajemnić — a odwzajemnienie kosztuje.
— 2