Po drugiej stronie drogi ukazuje się, na pół ukryty między drzewami, wysoki zamek Sauvebourg. Jeden z natchnionych artystów z czasów Franciszka I. wyrzeźbił jego balkony i otoczył okna cudnemi girlandami, które czas uszanował.
Nakoniec dalej na szczycie stromego wzgórza, jak twierdza na skale, wznosi się imponujący budynek w staroświeckim stylu.
Jest to siedziba Champdoce.
Niemasz nic smutniejszego nad ten gmach, niegdyś najwspanialszy w okolicy Poitoux.
Opuszczony, zaniedbany przez swych panów od ćwierci wieku, z każdym dniem tracąc swą wartość, rozpada się on w ruinę.
Tam, około 1840. roku, żył ze swym jedynym synem, spadkobierca jednej z najświetniejszych rodzin francuskich, Cezar Wilhelm de Dompair książe Champdoce.
W okolicy poczytywano go za dziwaka.
Spotkać go można było na drodze, ubranego jak najbiedniejszy wieśniak, w połatanej kurtce, skórzanej czapce z uszami, ogrommnych sabotach na nogach, zawsze uzbrojonego grubym kijem widłowato zakończonym.
W zimie zarzucał na grzbiet cielęcą skórę, całą podziurawioną, której nie włożyłby na siebie ostatni poganiacz wołów.
Byłto w owym czasie człowiek sześćdziesiątletni, potężnych kształtów, siły herkulesowej, jeden z egzemplarzy generacji z r. 1789., która się nadawała do wszelakiej pracy i wszelakich zbytków.
Już sam wzrok jego zdradzał wolę żelazną, jak jego muskuły.
Pod gęstemi krzaczystemi brwiami błyszczało mu dwoje małych jasno-siwych oczu, które gdy był zirytowany i gdy mu krew przypływała do mózgu, całkiem czerniały.
Służąc w armii Kondeusza, otrzymał cięcie szablą w górną wargę; blizna ta nadawała jego twarzy wyraz straszliwie surowy.
Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/530
Wygląd
Ta strona została przepisana.