Przejdź do zawartości

Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Była to stara wdowa Chevauché, która laską swą z kruczym dziobem stukała wo drzwi z całej siły.
— Jeszcze tu!... krzyczała głosem donośnym jak trąba.
Andrzej uciekł, szczęściem upojony, unosząc w głębi duszy nadzieję, która sprawia, że cierpliwie znosimy wszelkie krzywdy rzeczywistości.
Co zaszło po jego odjeździe między panią Chevauché i jej siostrzenicą? Słudzy zauważyli, że po bardzo długiej rozmowie jedna i druga miała zaczerwienione oczy.
Być może, iż Sabinie udało się przejednać sobie starą wdowę. To pewna, że po śmierci, która nastąpiła w parę miesięcy po tej rozmowie, pani Chevauché zapisała cały swój majątek, wynoszący dwakroć stotysięcy liwrów, Sabinie.
Testamentem, bardzo dobrze ułożonym i nie ulegającym żadnemu zaprzeczeniu, zapewniła naprzód dochody z tej kwoty swojej siostrzenicy, a następnie cały kapitał, po dojściu do pełnoletności lub małżeństwie „zawartem za zgodą rodziców, lub też bez niej.“
Z powodu ostatniego tego zastrzeżenia powiedział p. Mussidan:
— Biedna nasza ciotka! w końcu życia straciła nieco głowę.
Nie, nie straciła. Sabina i Andrzej rozumieli to dobrze, opłakując śmierć zacnej kobiety, która ostatniem swem rozporządzeniem chciała przyjść im w pomoc.
Oboje byli wtedy w Paryżu; Andrzej podwajał swą energię, a Sabina dotrzymywała obietnic.
W Paryżu panna Mussidan była jeszcze swobodniejszą, aniżeli w głębi Poitou.
Dla doglądania swego postępowania miała tylko wierną swoją Modestę, oddaną jej, aż do zbrodni, gdyby tego było potrzeba.