— Pani!... wybełkotał...
— Na cnotę mojej matki!... przerwała mu wdowa, czy nie myślisz zaprzeczać, gdy ci na twarz wystąpiła taka czerwoność, sama za ciebie świadcząca! Musisz być niezmiernie zuchwałym, aby śmieć podnieść oczy aż na pannę Sabinę Mussidan. Zkąd ci się wzięła ta impertynencja? Zapewne jest to skutek mojej wielkiej pobłażliwości! Czy miałeś zamiar uwieść ją, czy też zamyślałeś prosić o rękę?...
— Przysięgam pani, na mój honor!...
— Na twój honor!... Sądziłby kto, że to szlachcic!.... Boże święty!... gdyby nieboszczyk hrabia Chevauché żył jeszcze!... ostatnie tchnienie wydusiłby z ciebie pod kijami. Ja poprzestaje na tem, że cię wypędzam. Zabierz swoje narzędzia i wynoś się ztąd mój kochany — idź sobie gdzieindziej obciosywać kamienie.
Andrzej nie ruszał się, sam był jak kamienny; on, zwykle tak drażliwy, teraz zdawał się nie uważać w jak krzywdzący sposób postępowano z nim.
Widział tylko jedno — że go wypędzano, że nie zobaczy więcej Sabiny.
Mązka jego energia nie mogła ostać się przeciw takiemu ciosowi, najokropniejszemu, jaki mógł sobie wyobrazić i wybuchnął głośnem tkaniem jak dziecko.
Objaw tej boleści ogromnej był tak niespodziewany, tak okropny w tym męzczyznie, iż stara dama osłupiała.
Odwróciła się nagle i upłynęła przeszło minuta, nim była w stanie przemówić znowu.
— Byłam z panem surową, panie Andrzeju, powiedziała wreszcie. Mam na nieszczęście zanadto żywy charakter. To, co się stało, to z mojej winy, jak dał mi to poznać proboszcz z Bivron, który uprzedził mię niedawno, za co mu jestem wdzięczna. Ja tylko jedna niczego nie do-
Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/138
Wygląd
Ta strona została przepisana.