Przejdź do zawartości

Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/133

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

dziewczynę, której jedno spojrzenie sprawiło na niem wrażenie cudne, dotąd zupełnie mu nie znane.
Młodą tą dziewczyną była Sabina.
Z nadejściem upałów hrabia Mussidan wyjechał do Niemiec, hrabina przeniosła się do Luchon i znalazła najrozsądniejszem córkę swą wyprawić na kilka miesięcy do starego rodzinnego zamku, pod opiekę bardzo podeszłej krewnej, pani Chevauché, wdowy.
Historja dwojga młodych ludzi, prosta i naiwna, była zupełnie taka sama jak wszystkich, którzy byli młodzi i kochali.
Drobnostka dała pretekst do przemówienia kilku słów, które wymówili do siebie rumieniąc się.
Raz Sabina wyszła na balkon i z dziecinną radością poczęła przypatrywać się obrabianiu twardego kamienia przez Andrzeja.
Gdyby jej kto powiedział, że zajmuje ją więcej rzeźbiarz aniżeli rzeźba, to pewnoby zdziwił się tem głęboko. A jednak tak było.
Andrzej, chociaż nigdy w życiu swem nie był tak zmieszany, ośmielił się przemówić pierwszy. Rozmawiali długo i Sabina była zdziwiona podniosłością myśli tego młodego człowieka, który w przestronnej bluzie i miękkim pilśniowym kapeluszu wydał się jej zrazu nie więcej jak prostym rzemieślnikiem.
W nieświadomości swej i niedoświadczeniu Sabina nie była w stanie należycie określić uczucia, które w niej się przebudziło.
Andrzej nie łudził się.
Pewnego wieczora, po ścisłem zbadaniu swego sumienia, zmuszony był uchylić czoło przed rzeczywistością.
— Nie ma co mówić, mruknął, zakochałem się.
Potem promień rozumu oświetlił jego szaleństwo: zmierzył on nieprzebyte przeszkody oddzie-