Przejdź do zawartości

Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

zaledwie przypuszcza, a które serce może wytłumaczyć z łatwością.
Sabina i Andrzej kochali się od dwóch lat.
Po raz pierwszy spotkali się w zamku Mussidan, znajdującym się w Poitou; tam złączył ich zbieg drobnych wypadków, które zawsze plątały i plątać będą wszystkie kombinacje ludzkiego rozumu.
— Człowiek obmyśla i układa projekta; ale ponad nim unosi się Opatrzność — głupcy nazywają to trafem — której przewidująca ręka układa i przysposabia wszystko dla spełnienia swych niedościgłych rozumowi zamiarów.
W końcu 1863 roku, Andrzej, którego zdrowie nadwerężył nieco nadmiar pracy, zamyślił trochę podróżować. Wtem Jan Lantier, jego pryncypał, zawezwał go jednego wieczora do siebie.
— Jeżeli pan chcesz, powiedział mu, wypocząć i zarazem zarobić trzysta lub czterysta frauków, to zdaje mi się, iż potrafię ułożyć to. Jeden z budowniczych żąda odemnie rzeźbiarza na prowincję, w okolicę przepyszną — czy chciałbyś pan podjąć się tam roboty?
— Propozycja ta była na rękę Andrzejowi, więc w końcu tygodnia puścił się w drogę, przyrzekając sobie, że dobrze się zabawi.
Wszystko poszło jak z płatka. W sam dzień przybycia do Mussidan, rozpatrzywszy się w robocie, dla której go wezwano, przekonał się, że ta będzie dla niego igraszką. Chodziło o wykonanie niektórych ozdób wzdłuż balkonu tylko co odrestaurowanego. Wszystko można było skończyć za kilkanaście dni.
Ale Andrzej nie spieszył. Okolica podobała mu się, znajdował wiele motywów do studjów, a zdrowie poprawiało się z każdym dniem.
A przytem, głównym powodem że się nie spieszył, do czego w połowie tylko przyznawał się przed sobą, było to, że dostrzegł w parku, jak cień między drzewami, przesuwającą się młodą