Przejdź do zawartości

Strona:PL É Gaboriau Niewolnicy paryscy.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Przyszedłszy z pięknym projektem upokorzenia swego znajomego, popisywaniem się ze swą podejrzaną pomyślnością, odchodził sam upokorzony.
Porównywając siebie z tym bohaterem woli, tak potężnym, a tak skromnym, czuł się małym, lichym, śmiesznym, prawie wstrętnym. I nienawidził Andrzeja za wszystkie szlachetne przymioty, które musiał mu przyznać; nienawidził śmiertelnie.
— Nic to, powiedział sam do siebie, postawię na swojem; zobaczę tę niewidzialną nieznajoma.
I nie zastanowiwszy się nad nikczemnością swego postępowania poszedł w poprzek ulicy i stanął naprzeciw domu, w którym mieszkał Andrzej.
Drżał od zimna, ale podobne liche charaktery znajdują szczególną przyjemność w takich drobnostkach, nie umiejąc na nic się zdobyć, gdy idzie o rzeczy ważniejsze.
Czekał już przeszło pół godziny, gdy wtem fiakr zatrzymał się przed domem Nr... Dwie kobiety wysiadły z niego; jedna bardzo młoda i dystyngowana; druga ubrana jak służąca porządnego domu.
Nie żenując się wcale, Paweł podszedł bliżej i pomimo gęstego woala z łatwością poznał tę, której widział fotografię przed chwilą.
— E powiedział sam do siebie, wole Różę, a na dowód tego idę prosto do niej. Zapłacimy panią Loupiasi opuścimy nazawsze ten przebrzydły hotel Peruwiański.

VIII.

Nie tylko sam protegowany Mascarota podpatrywał kobietę, która przyjechała do młodego malarza.
Usłyszawszy turkot powozu, pani Poileveu, najdyskretniejsza z odźwiernych, umieściła się we drzwiach na progu i utkwiła wzrok w młodą damę.