Kto wie, czy w tej chwili nie wzdychał do owych lubych narzędzi śledczych z wieków średnich, które z obżałowanego wyciskały wszystko, cokolwiek sędzia zapragnął.
— Nigdy, — myślał, — nie miałem w śledztwie człowieka tak silnego. Czegóż spodziewa się po swoim systemie upornego przeczenia? Ta wytrwałość śmieszna wobec zebranych dowodów, odbierała sędziemu władzę panowania nad sobą. Albert, przyznając się, byłby w nim znalazł współczującego przyjaciela; wypierając się, robił sobie z niego nieprzebłaganego wroga.
Zapomniawszy o pierwotnych postanowieniach i wyrzutach, które dniem przedtem robił sobie, że kazał uwięzić Alberta — pragnął teraz szybkiego rozwiązania sprawy. Zdawało mu się, iż własne jego szczęście zostało rzucone na kartę, bo w razie, gdyby Albert okazał się niewinnym, on, Daburon, byłby dla swojej lekkomyślności godnym pogardy. Rozwijał więc co raz namiętniejszą czynność, której dotychczas nie widziano u niego w żadnem innem śledztwie.
Przez całą niedzielę słuchał sprawozdań ajentów z Bougival.
Mówili, że mimo skrzętnych poszukiwań nie udało im się nic nowego odkryć. Wprawdzie miała być jakaś kobieta, która utrzymywała, że widziała mordercę uciekającego z domu wdowej Lerouge, ale nikt nie wiedział, gdzie mieszka ta kobieta, ani jak się nazywa.
Przytem wszyscy uważali za swój obowiązek oznajmić, że równocześnie toczy się drugie śledztwo. Kieruje niem pan Tabaret, który przebiega okolicę w lekkim gabriolecie. Musiał działać z piorunującą szybkością, bo wszędzie, gdziekolwiek przyszli, już przedtem go widziano. Pod swojemi rozkazami ma co najmniej tuzin ludzi, z których trzech albo czterech pochodzi z ulicy Jerozolimskiej. Każdy ajent zdybał go — z każdym mówił. Do jednego rzekł:
— Na co, do kata, pokazujesz tę fotografję? W pięciu dniach zgłosi się tysiąc świadków, z których każdy, chcąc zarobić trzy franki, przysięże, że takiego samego człowieka widział we wtorek w pobliżu mieszkania wdowej Lerouge.
Tego samego dnia zszedłszy się w jednej z kawiarń w Bougival z dwoma ajentami, wziął ich na bok i przemówił temi słowy:
Strona:PL É Gaboriau Gdzie winowajca.djvu/247
Wygląd
Ta strona została skorygowana.