Pan Daburon nie przestał na tej deklamacji. Na chwilę przeniósł się nawet w położenie Alberta. Cóżby był uczynił po strasznem odkryciu? Zaledwie odważył zadać sobie podobne pytanie... Rozumiał powód zabicia wdowej Lerouge, tłumaczył go i prawie usprawiedliwiał. Prawda, że to była wielka zbrodnia, ale z tem wszystkiem nie oburzała ona ani sumienia, ani rozumu. Była to jedna z tych zbrodni, o których do pewnego stopnia społeczeństwo może zapomnieć, ponieważ powód nie był hańbiącym... Gdzież trybunał, któryby nie chciał uwzględnić godziny szału? A zresztą, czyż pierwszym i właściwym winowajcą nie był sam hrabia de Commarin? Czyż to nie jego namiętność przygotowała krwawe rozwiązanie dramatu? Jego syn stał się ofiarą fatalizmu — trzeba go przeto żałować.
W takim guście pan Daburon mówił długo i szeroko, wyszukując rzeczy, mogące, według jego przekonania, najwłaściwiej rozczulić serce mordercy. Ale retoryka jego poszła na wiatr, tak samo jak przekonywająca obrona ojca Tabareta. Albert nie zdawał się być wzruszonym — a jego odpowiedzi brzmiały bardzo lakonicznie. Zaczął i zakończył twierdzeniem, że jest niewinnym...
Pozostało jeszcze jedno doświadczenie, z którem często jest połączony najpomyślniejszy skutek.
Tego samego dnia, a było to w sobotę, Albert został wprowadzony do pokoju, w którym leżał trup wdowej Lerouge. Na jego twarzy odmalowało się wrażenie, ale takie, jakie widzimy na obliczu każdego człowieka, patrzącego na osobę, zabitą przed czterma dniami skrytobójczem żelazem. Gdy jeden z obecnych policjantów zawołał:
— Ach! gdyby mogła przemówić!
Odpowiedział bez namysłu:
— Byłoby to wielkiem dla mnie szczęściem...
Od rana zabiegi sędziego okazały się bez skutku. Niepowodzenie przy tej ostatniej komedji tak go rozdrażniło, że wróciwszy w najgorszym humorze do swojego gabinetu, wydał cierpkim tonem rozkaz, aby obżałowanego natychmiast odprowadzono do kaźni.
— A przecież zmuszę go do zeznania! — mruknął i zgrzytnął zębami.
Strona:PL É Gaboriau Gdzie winowajca.djvu/246
Wygląd
Ta strona została skorygowana.