Przejdź do zawartości

Strona:PL É Gaboriau Gdzie winowajca.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

gnąłem wrócić do niej!... Nienawidziłem ją i kochałem. Wszędzie ścigał mię jej obraz. Po stracie tej kobiety, nigdy się już nie pocieszyłem. Ale to jeszcze nie wszystko. Na widok Alberta, budziły się we mnie straszne wątpliwości. Czy jestem jego ojcem? Wyobraź pan sobie, jakie były moje męczarnie, skorom pomyślał: „Kto wie, ażali dla szczęścia cudzego dziecka, nie poświęciłem własnego syna! Po gorącej miłości, jaką z początku czułem dla niego, nie zadługo obudził się wstręt. Ileż to razy walczyłem wtedy z szalonem postanowieniem, aby zabić tego bastarda. Później przezwyciężyłem się, ale kochać nie mogłem go więcej... Albert, panie sędzio, był najlepszym z synów; mimo to jednakże między nim a mną była przepaść obojętności, której on sobie nie mógł wytłumaczyć. Nie raz chciałem nawet udać się do trybunału, zeznać wszystko i zażądać przywrócenia mi prawego spadkobiercy — ale wzgląd na moje stanowisko, zawsze mię powstrzymywał. Bałem się jawnego skandalu. Lekałem się, aby na moje imię nie spadła hańba!...
Głos starego magnata zamarł po tych słowach. Z rozpaczą zakrył twarz rękoma. Dwie duże łzy, potoczyły się milcząco wzdłuż jego jagód i znikły bez śladu. Tymczasem otworzyły się drzwi, a w nich ukazała się głowa długiego pisarza.
Pan Daburon dał znak, aby usiadł na swojem miejscu, a zwracając się do hrabiego de Commarin:
— Hrabio, rzekł tkliwym głosem współczucia, — przed Bogiem i społeczeństwem popełniłeś wielki błąd, którego następstwa, jak widzisz, są fatalne. Obowiązkiem teraz, mości hrabio, naprawić ten błąd, o ile to w twojej mocy...
— Tego i ja pragnę, panie sędzio...
— Zapewne pan mię rozumiesz, — napierał pan Daburon.
— Najzupełniej, — odpowiedział starzec; — dobrze pana rozumiem...
— Niech pana to przynajmniej pocieszy, — dodał sędzia, — że pan Noel Gerdy jest pod każdym względem godnym stanowiska, które mu masz zwrócić. Kto wie, czy nie przekonasz się hrabio, iż charakter Noela jest właśnie dla tego tak silny, że był gdzie indziej wychowany. Nieszczęście jest najlepszym mistrzem. Ten młodzieniec ma wielkie talenta, a przytem należy do najzacniej-