Przejdź do zawartości

Strona:PL É Gaboriau Gdzie winowajca.djvu/181

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

żebne, niedorzeczne. Byłbym raczej o sobie wątpił, niż o niej... Wziąłem ją z małej restauracji, gdzie za całodzienną pracę otrzymywała franka — a teraz zawdzięczała mi wszystko. Myśl, że ona mogłaby mię zdradzać, sprzeciwiała się mojemu rozumowi. Ale lubo że nie należałem do zazdrośnych, dowiadywałem się, kazałem ją strzedz, zrobiłem się prawie szpiegiem. Powiedziano prawdę. Nieszczęsna miała kochanka, a miała go od lat dziesięciu! Był to oficer od konnicy. Przychodził do niej, otaczając się zawsze wielką ostrożnością. Zazwyczaj wychodził o północy, ale czasem zostawał aż do rana... Wtedy wybiegał przed wschodem słońca. Należąc do pułku, stojącego załogą daleko od Paryża, otrzymał pozwolenie odwiedzać stolicę. Pewnego wieczoru moi szpiedzy ostrzegli mię, że jest u niej. Przybiegłem. Moja obecność wcale ją nie zmieszała. Przyjęła mię jak zwykle, rzucając mi się na szyję. Myślałem, że mię oszukano i już zamierzałem wszystko jej opowiedzieć, gdy w tem ujrzałem na fortepianie rękawiczki łosiowe, jakie noszą tylko wojskowi. Chcąc uniknąć skandalu, nie wiedząc zresztą, jak daleko mógłby mię zaprowadzić wybuch pierwszego gniewu, uciekłem nie wyrzekłszy ani słowa. Odtąd nie widziałem ją więcej. Pisała do mnie, ale nie otworzyłem listów. Chciała widzieć się ze mną, zastąpić mi drogę daremnie! Moja służba otrzymała surowe rozkazy, których święcie dopełniała.
Czy to rzeczywiście hrabia de Commarin, ten człowiek dumny, pełen pogardy dla niższych? I przed kim spowiada się z całego życia? Przed nieznajomym...
Łatwo to pojąć, jeśli się zważy, że stary szlachcic znajdował się w jednej z tych godzin rozpaczy, graniczących z szaleństwem, kiedy umysłowi brak wszelkiej refleksji, kiedy pomimo woli potrzebujemy wylania wezbranych uczuć. Czy mogło mu dziś cokolwiek zależeć na dalszem zachowywaniu tej, tak niegdyś starannie ukrywanej tajemnicy? Uwalniał się od niej jak ten biedak, który padając pod ciężkiem brzemieniem, rzuca ciężar na ziemię, nie dbając, co się z nim stanie, i czy przechodzień nie wyciągnie ku niemu łakomej ręki.
— A ja, ja tę kobietę kochałem całą moją duszą! Rozdzielając się z nią, byłem pewny, że serce wydarto mi z piersi. Gardziłem nią i równocześnie z tą samą, co dawniej namiętnością, pra-