naprzód przygotował sobie surową przemowę, która miała poniżyć starego szlachcica. Ale ujrzawszy się wobec tak wielkiej skruchy, musiał swoją niechęć przemienić w litość, radząc się w duszy, jak zmniejszyć jego boleść.
— Spisz pan, — ciągnął hrabia z ożywieniem, o które nie można go było posądzić przed dziesięciu minutami, — spisz pan moje zeznania, nie ujmując ani słowa. Nie potrzebuję więcej łaski. Bo i czego miałbym się obawiać? Alboż hańba nie jest już powszechną! Czy za kilka dni nie krzyknie świat cały, że ja, hrabia Rhóteau de Commarin, stanąłem przed trybunałem, aby ogłosić hańbę naszego domu! Ach! teraz wszystko stracone, nawet honor! Pisz pan — i niech cały świat wie, że ja pierwszy byłem winny!
Hrabia zatrzymał się jak dla uporządkowania swoich wspomnień. Potem zaczął głosem więcej stanowczym, który w miarę, jak mówił, stawał się co raz silniejszym.
— Dawno temu, panie sędzio, rodzice, pomimo moich próśb gorących, zmusili mię pojąć za żonę jedną z najszlachetniejszych i najczystszych dziewic. Zrobiłem ją najnieszczęśliwszą z kobiet. Nie mogłem ją kochać. Wówczas kochałem się szalenie w pewnej dziewczynie, z którą już od kilku lat zostawałem w serdecznych stosunkach. Widziałem w niej najszczytniejsze piękności duszy i ciała. Jej imię Walerja. Wszystko już we mnie obumarło, panie sędzio, a jednak to imię, skoro je wygłoszę, jeszcze mię wzrusza... Pomimo małżeństwa, nie miałem odwagi z nią zerwać. Muszę dodać, że ona żądała zerwania. Myśl stosunku z człowiekiem żonatym, obrażała jej dumę. Bez wątpienia kochała mię wtedy. Nasza znajomość trwała dalej. Kochanka i żona zostały matkami prawie w jednym czasie. Ta okoliczność zbudziła we mnie szaloną myśl, abym dla szczęścia syna miłości, poświęcił dziecko legalne. Mój projekt powierzyłem Walerji. Ku wielkiemu mojemu oburzeniu, odrzuciła go z pogardą. Ona nie chciała rozstać się z swojem dzieckiem. Zachowałem, jak na dowód mojego szaleństwa, kilka listów, które w tym czasie pisała; odczytałem je nawet tej nocy. Dla czegóż nie wysłuchałem ani jej uwag ani próśb? Bo straciłem głowę... Ona jakby przeczuwała nieszczęście, które mię dziś przygniata. Ale ja miałem nieograniczoną nad nią władzę. Przyjechawszy do Paryża oświadczyłem, że ją porzucę i wtedy ustąpiła. Jeden z moich
Strona:PL É Gaboriau Gdzie winowajca.djvu/179
Wygląd
Ta strona została skorygowana.