z bicza, a jeżeli gdzie indziej, to zejdź z kozła, nim ruszysz, jak gdyby dla poprawienia czegoś przy powozie; ja będę stał tak, abym mógł widzieć i słyszeć.
Jakoż przeszedł na drugą stronę i udał się do handlu winnego. Szumiało mu w głowie to wszystko, o czem się dowiedział, i sam już nie wiedząc co o tem sądzić, potrzebował zaprowadzić porządek w swych myślach.
Nie zdążył, bo ostry trzask z bicza rozległ się po ulicy; Gypsy pędziła pod Wielkiego Archanioła.
— Tę przynajmniej, chwała Bogu, mam w ręku! — zawołał żywo Fanferlot.
W chwili, gdy Nina Gypsy jechała schronić się do hotelu Wielkiego Archanioła, wskazanego jej przez Fanferlota, zwanego Wiewiórką, Prosper Bertomy odstawiony został do prefektury policji.
Od chwili gdy zapanował nad sobą i wrócił do zwykłego sobie trybu, już go zimna krew ani na chwilę nie opuszczała.
Daremnie otaczający go ludzie, obserwatorowie dowcipni, śledzili jakiejś słabości w jego oczach, jakiegoś wątpliwego wyrazu w jego fizjognomii: trafiali na marmur.
Możnaby nawet sądzić, że był nieczułym na swe położenie, gdyby nie bolesne uciśnienie serca, w tłumionych odzywające się westchnieniach, gdyby nie krople potu, spływające po skroni, które świadczyły o strasznem cierpieniu.
U komisarza policji, gdzie bawił przeszło dwie godziny, nim otrzymano względem niego instrukcje, rozmawiał z dwoma pilnującymi go policjantami.
Około południa, będąc dotąd na czczo, uczuł potrzebę posiłku. Przyniesiono mu śniadanie z sąsiedniej restauracji, które zjadł z niezłym apetytem i wypił prawie całą butelkę wina.
Przez ten czas z dziesięciu ajentów i różnych urzędników prefektury, którzy co rano udają się z interesami do komisarzy policyjnych, przypatrywali się ciekawie jego zachowaniu. Wszyscy byli jednego zdania, które sformułowali mniej więcej w tych słowach: