Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/348

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


KUBUŚ. — Tak, o sobie, że nie zostawiłem ani łyka w bukłaczku.
PAN. — Nie żałuj, byłbym go ja wypił, umieram z pragnienia.
KUBUŚ. — Niech djabli porwą bałwana po raz wtóry, żem nie dostawił dwóch łyków.“
Tutaj, pan zaczyna przekonywać Kubusia, iż najlepszym sposobem oszukania zmęczenia i gorąca będzie ciągnąć dalej opowiadanie; Kubuś wzbrania się, pan zaczyna się dąsać; Kubuś nie zwraca na to uwagi; wkoncu, zarzekłszy się iż nie jest winien nieszczęścia jakie stąd wyniknie, podjął historję swoich amorów w te słowa:
„Pewnego świątecznego dnia, gdy pan zamku był na polowaniu“... Tu, zatrzymał się nagle i rzekł: „Nie mogę; niepodobna mi ciągnąć dalej; zdaje mi się że mam na gardle rękę losu i czuję jak mi je ściska; przez litość, panie, pozwól mi milczeć.
— Dobrze więc, milcz, i idź do pierwszej chałupy z brzegu zapytać o mieszkanie gdzie chowa się ów chłopiec...“
Było to o jeden dom dalej: idą tam, prowadząc konie za uzdę. Naraz, drzwi chaty otwierają się, ukazuje się w nich człowiek; pan Kubusia wydaje krzyk; dobywa szpady; nieznajomy toż samo. Szczęk broni płoszy konie, koń Kubusia zrywa uzdę i ucieka: w tej samej chwili, nieznajomy, pchnięty śmiertelnie, pada martwy na ziemię. Pan Kubusia wskakuje żwawo na siodło i zmyka co koń wyskoczy. Człowiek zabity, był to kawaler de Saint-Ouin, którego przypadek sprowadził właśnie tego dnia z Agatą do żywi-