Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/315

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wesołość, a treść rozmowy też nie była smutna. Dawał mi, co do sposobu zachowania, różne przepisy, nie wszystkie łatwe do wprowadzenia w czyn; ale, mimo cudownych wprost przymiotów kawalera, po długim szeregu nocy dobrze przezeń wypełnionych, miałem nadzieję godnie podtrzymać jego honor w ciągu tej mojej pierwszej. Zaczęły się szczegóły bez końca o talentach, doskonałościach i uczynności Agaty. Kawaler, z niepojętą sztuką, podsycał pijaństwo wina pijaństwem namiętności. Dłużyła się chwila dzieląca nas od godziny igraszki czy pomsty. Wstaliśmy od stołu, kawaler zapłacił rachunek; zdarzyło mu się to raz pierwszy. Wsiedliśmy do pojazdu; mieliśmy dobrze w czubie; woźnica i służba jeszcze lepiej.

Czytelniku, ktoby mi zabronił wpędzić tu woźnicę, konie, powóz, panów i służących w jakie trzęsawisko? A jeśli to was przeraża, ktoby mi zabronił przywieźć ich zdrowych i całych do miasta, gdziebym zahaczył ich powóz o inny powóz, mieszczący również młodych ludzi i również pijanych? Przyszłoby do wymiany słów, sprzeczki, błyskania szpadą, burdy w całem tego słowa znaczeniu. Ktoby mi zabronił (jeśli nie lubicie burd), wprowadzić, w miejsce młodych ludzi, pannę Agatę wraz z jedną z ciotek? Ale nie zaszło nic podobnego. Kawaler i pan Kubusia przybyli do Paryża. Ten ostatni wziął suknie kawalera. Jest północ, krążą pod oknami Agaty, światło gaśnie, doniczka zjawia się na swojem miejscu. Jeszcze raz przechodzą ulicę tam i z powrotem, kawaler daje ostatnie wskazówki.