Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


hultajem; i że, podzieliwszy się pańskiemi pieniędzmi z lichwiarzami Le Brunem, Mervalem, Mateuszem de Fourgeot lub Fourgeotem de Mateusz i panią Bridoie, stara się ubrać pana w swą kochankę, rozumie się wielce honorowo, z udziałem rejenta i proboszcza, aby podzielić z panem jeszcze i pańską żonę... Au! gardło!...
PAN. — Wiesz ty, co ty robisz? rzecz bardzo powszechną i wielce nieprzyzwoitą.
KUBUŚ. — Bardzom do tego zdolny.
PAN. — Skarżysz się, ilekroć ci przerwę, a sam przerywasz.
KUBUŚ. — To skutek złego przykładu. Matka lubi się puszczać, a chce żeby córka była święta; ojciec marnotrawi, a chce aby syn był oszczędny; pan chce...
PAN. — Przerywać swemu służącemu, przerywać ile mi się podoba, a nie znosić aby on mi przerywał.

Czytelniku, czy nie lękasz się, aby się nie powtórzyła scena z oberży, gdy jeden krzyczał: „Zleziesz“, a drugi: „Nie zlezę?“ Niema wątpienia, iż, bylebym choć troszkę podjudził Kubusia lub jego pana, natychmiast wszczęłaby się kłótnia; a skoroby się raz zaczęła, kto wie, jakiby miała koniec. Ale prawdą jest, iż Kubuś odparł skromnie: Ja nie przerywam, tylko rozmawiam z panem, jak mi pan raczył pozwolić.
PAN. — Mniejsza; ale to jeszcze nie wszystko.
KUBUŚ. — Jakiegoż innego zuchwalstwa zdołałem się dopuścić?