Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/298

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przyznaję, iż panna Agata jest czarująca; głowę mam nią porządnie zaprószoną: widać to, jak sądzę, po przerażających wydatkach jakie dla niej uczyniłem. Nie uchylam się od nich nadal, ale, ostatecznie, muszę mieć pewność iż okaże mi się w przyszłości mniej surową.
„Nie jest moim zamiarem wiecznie tracić u jej kolan czas, majątek i westchnienia, które mógłbym z większym pożytkiem obrócić gdzieindziej. Możesz powtórzyć te ostatnie słowa pannie Agacie, a wszystko com rzekł poprzednio oświadczyć rodzicom... Stosunek nasz albo musi się przerwać, albo też panna Agata raczy mnie przyjmować na innej stopie, i znajdzie dla mnie lepszy użytek, niż ten który czyniła z mojej osoby dotychczas. Kiedy mnie wprowadziłeś do niej, przyznaj, kawalerze, pozwoliłeś mi spodziewać się faworów, których nie znalazłem. Kawalerze, ty mnie troszkę nabrałeś.
KAWALER. Na honor, przedewszystkiem nabrałem sam siebie. Któż, u djaska, byłby przypuścił, że ta mała warjatka, z tą pustą minką, z tak śmiałem i wesołem wzięciem, okaże się takim zażartym smokiem na punkcie cnoty?
KUBUŚ. — Ej, do licha, panie, toś się pan postawił wcale tęgo. Zatem byłeś chwatem raz jeden w życiu?
PAN. — Zdarzają się dni. Miałem na wątrobie przeprawę z lichwiarzami, przymusową rejteradę przed panią Bridoie, i, bardziej niż wszystko inne, srogość panny Agaty. Było mi potrosze dość tej głupiej roli.