Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/294

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zmarły niedawno w mojem sąsiedztwie, zostawił dwie biedne i nieletnie sieroty. Komisarz udaje się do mieszkania zmarłego i kładzie pieczęcie. Władze zdejmują pieczęcie, spisują inwentarz, zarządzają sprzedaż, która daje ośmset do dziewięciuset franków. Z tych dziewięciuset franków, po ściągnięciu kosztów sądowych, zostaje po dwa soldy dla każdej z sierót; wtykają im w rękę te dwa soldy i prowadzą do przytułku.
PAN. — To oburzające.
KUBUŚ. — I to trwa jeszcze.
PAN. — Wśród tego, umarł ojciec. Zapłaciłem weksle i wyszedłem z kryjówki, gdzie, na chwałę kawalera i mojej przyjaciółki, muszę przyznać iż dość wiernie dotrzymywali mi towarzystwa.
KUBUŚ. — I otoś pan zadurzony jak wprzódy w kawalerze i w pięknej bogdance; ona zaś trzyma pana pod surowszą klauzurą niż kiedy kolniek.
PAN. — A czemu, Kubusiu?
KUBUŚ. — Czemu? Temu, iż teraz, gdy jesteś panem swej osoby i dziedzicem okrągłej fortunki, trzeba z pana wykroić kompletnego głupca, czyli męża.
PAN. — Na honor, myślę iż w istocie taki był ich zamiar; ale nie powiódł się.
KUBUŚ. — Miałeś pan wielkie szczęście, albo też wzięli się bardzo niezręcznie do rzeczy.
PAN. — Ale zdaje mi się, że chrypka zelżała i mówisz o wiele swobodniej.
KUBUŚ. — Tak się panu zdaje, ale tak nie jest.
PAN. — Nie mógłbyś tedy podjąć historji swoich amorów?