Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziesiąt ludwików Mervala i Fourgeota, kolja, bransoletki i pierścionek, no, liczmy jeszcze pięćdziesiąt ludwików, oto coś pan uzyskał za swoje dziewiętnaście tysięcy siedmset siedmdziesiąt i pięć funtów w towarach. U djabła, to wspaniale! Merval miał słuszność, nie codzień ma się do czynienia z równie godnymi ludźmi.
PAN. — Zapominasz o koronkowych mankietkach, wziętych przez kawalera w cenie kosztu.
KUBUŚ. — Bo też kawaler nigdy już o nich nie wspomniał.
PAN. — Przyznaję. A złote puzderko i zegarek zastawione przez imć Mateusza, za nic ich nie rachujesz?
KUBUŚ. — Bo nie wiem jak rachować...
PAN. — Tymczasem, termin płatności nadszedł.
KUBUŚ. — A fundusze pańskie ani kawalera nie nadeszły.
PAN. — Byłem zmuszony ukryć się. Powiadomiono rodzinę; jeden z wujów przybył do Paryża. Wniósł do policji skargę przeciw całej szajce. Skargę przekazano komisarzowi; komisarz był na żołdzie Mervala którego ochraniał. Odpowiedziano, iż wszystko odbyło się wedle form prawnych i policja nic tu nie może uczynić. Wierzyciel, u którego p. Mateusz zastawił złote puzderka, zaskarżył go. Stawałem w procesie. Koszta sądowe narosły tak ogromne, iż, po sprzedaży zegarka i szkatułek, brakło jeszcze pięciuset franków, których nie było z czego pokryć.

Nie uwierzyłbyś temu, czytelniku. A gdybym ci opowiedział fakt następujący: Pewien oberżysta,