Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/291

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


resztę na skład do siebie. Ja schowałem do kieszeni wspaniałą kolię wraz z naramiennikami; był to jeden z kwiatów bukietu, który miałem ofiarować. Mateusz de Fourgeot wrócił w mgnieniu oka z sześćdziesięcioma ludwikami: zatrzymał dziesięć dla siebie, ja otrzymałem pozostałe pięćdziesiąt. Powiedział, że nie sprzedał zegarka ani puzderek, ale oddał je w zastaw.
KUBUŚ. — W zastaw?
PAN. — Tak.
KUBUŚ. — Wiem komu.
PAN. — Komuż?
KUBUŚ. — Dygającej pani, pani Bridoie.
PAN. — W istocie. Wraz z parą naramienników i kolją, wziąłem jeszcze ładny pierścionek i puzderko na muszki, okładane złotem. Miałem pięćdziesiąt ludwików w kieszeni, i, obaj z kawalerem, byliśmy w świetnych humorach.
KUBUŚ. — Dotąd idzie wszystko jaknajlepiej. Jest tylko jedna rzecz, która mnie intryguje: to bezinteresowność imć pana Le Brun; czyżby nie miał żadnego udziału w łupach?
PAN. — Żartujesz widzę Kubusiu; nie znasz jeszcze pana Le Brun. Ofiarowałem się nagrodzić jego usługi. Pogniewał się; odrzekł iż biorę go widocznie za jakiegoś Mateusza de Fourgeot, i że nigdy nie wyciągał ręki. „Oto drogi Le Brun, wykrzyknął kawaler, zawsze ten sam; ale wstydby nam było, gdyby miał się okazać szlachetniejszym od nas...“ To mówiąc, wybrał z towarów dwa tuziny chusteczek, sztukę muślinu, i ofiarował mu je w mojem imieniu dla żony i córki. Le Brun zaczął