Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jeden człowiek może drugiego nauczyć. Faktem jest, iż dowlekliśmy się do wsi z niejaką trudnością. Faktem jest, iż mój ból gardła powiększył się mocno i niema nadziei, abym był zdolny mówić prędzej niż za dwa tygodnie.
PAN. — I nie widziałeś już potem tych jejmości?
KUBUŚ. — Z przeproszeniem pańskiem, niejeden raz.
PAN. — Obie?
KUBUŚ. — Obie.
PAN. — I nie poróżniły się z sobą?
KUBUŚ. — Potrzebując nieraz wzajem swoich usług, tem serdeczniej się pokochały.
PAN. — Nasze panie byłyby uczyniły to samo, ale każda ze swoim każdym... Śmiejesz się?
KUBUŚ. — Za każdym razem, kiedy sobie przypomnę małego człowieczka, krzyczącego, przeklinającego, pieniącego się, miotającego głową, nogami, rękami, całem ciałem i gotowego rzucić się ze sterty siana na łeb na szyję z narażeniem karku, nie mogę powstrzymać się od śmiechu.
PAN. — A ten mały człowieczek, któż to taki? Mąż Zuzi?
KUBUŚ. — Nie.
PAN. — Małgosi?
KUBUŚ. — Nie... Zawsze ten sam! do śmierci się nie odmieni!
PAN. — Któż zatem?
Kubuś nie odpowiedział na pytanie, pan zaś dodał: Powiedz tylko, kto był ów człowieczek.
KUBUŚ. — Jednego dnia, dziecko, siedzące opodal straganu matki, krzyczało ze wszystkich sił.