Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/241

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Och, Ekscelencja przepełnia duszę moją radością! na razie, to wszystko czego się obawiałem.
— Zajmę się tem osobiście.“
Tegoż samego wieczora, Hudson uzyskał dekrety uwalniające, nazajutrz zaś o świcie, Ryszard i jego towarzysz znaleźli się o dwadzieścia mil za Paryżem, pod eskortą urzędnika policji. Ten wiózł zarazem list upominający generała, aby zaniechał podobnych matactw i aby nałożył karę klaustralną na obu zakonników.
Przygoda ta rzuciła postrach między nieprzyjaciół Hudsona; nie było w całym klasztorze mnicha, któregoby wzrok superjora nie przyprawiał o drżenie. W kilka miesięcy później, otrzymał bogate probostwo. Generał rozgoryczył się tem śmiertelnie. Był stary i miał wszelkie przyczyny lękać się, by Hudson nie zajął jego miejsca. Kochał on serdecznie Ryszarda. „Mój biedny przyjacielu, rzekł, coby się z tobą stało, gdybyś się dostał pod władzę tego zbrodniarza? Przeraża mnie to. Nie złożyłeś ślubów; posłuchaj mej rady, i powieś habit na kołku...“ Ryszard usłuchał i wrócił do rodzinnego domu, który znajdował się niezbyt daleko od nadanego świeżo Hudsonowi probostwa.
Hudson i Ryszard obracali się w tych samych kołach; niemożebnem było aby się nie spotkali. Ryszard bawił jednego dnia u pani zamku położonego między Châlons i Saint-Dizier (ale bliżej Saint-Dizier niż Châlons), o strzelenie fuzji od probostwa Hudsona. Wśród rozmowy, dama rzekła: „Mamy w okolicy dawnego pańskiego przeora: w towarzystwie jestto bardzo miły człowiek; ale jaki on jest w gruncie?