Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak, tak, w uczciwym domu, powtarzał komisarz.
— Przybyliśmy dla ważnej sprawy.
— Znamy te ważne sprawy, dla których się tu przychodzi. Panienko, proszę mówić.
— Panie komisarzu, ci panowie powiadają szczerą prawdę.“
Komisarz zabrał się z kolei do protokołu; ponieważ zawierał jedynie proste zestawienie faktów, mnichy zmuszone były podpisać. Tymczasem, mieszkańcy domu wylegli każdy przed swoje drzwi; u bramy zebrało się liczne zbiegowisko, otaczające dorożkę i gwardzistów. Wśród gwaru padających wyzwisk i obelg, wsadzono mnichów do dorożki. Ukryli twarze w płaszczach, płacząc ze wstydu i rozpaczy. Przewrotny komisarz wykrzykiwał: „I pocóż, moi ojcowie, uczęszczać do takich domów, poco wdawać się z temi istotami! Ale upiecze się wam; mam rozkaz policji oddać was w ręce superjora, który jest zacnym i ludzkim; człowiekiem nie będzie przykładał do tego więcej wagi niż warto. Nie sądzę, aby w waszych klasztorach uciekano się do takich środków, jak u tych barbarzyńskich Kapucynów. Gdybyście mieli do czynienia z Kapucynami, o, na honor, wtedy żalby mi was było.“
Gdy tak komisarz przemawiał, wehikuł zbliżał się do klasztoru; ciżba ludu rosła, otaczała dorożkę, biegła przed nią, za nią, ile nogi mogły nadążyć. Słyszano na wszystkie strony: „Cóż to takiego?... To mnichy... Co zrobili?... Przyłapano ich u dziewcząt... Premonstranci u dziewcząt!... Ano tak: wstępują w ślady Karmelitów i Franciszkanów...“ Wre-