Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystko spełniło się jak Hudson powiedział. Wyjechał w ponowną podróż. Komisarze uprzedzili o tem młodą dziewczynę; stawiła się w klasztorze. Zażądali ponownego opowiedzenia dziejów jej nieszczęścia. Podczas gdy opowiadała jednemu, drugi notował rzecz w swoich zapiskach. Wzdychali nad jej losem, powiadomili ją o rozpaczy rodziców, aż nadto prawdziwej, przyrzekli bezpieczeństwo osoby i rychłą pomstę na uwodzicielu; ale pod warunkiem że podpisze swoje zeznania. To żądanie spotkało się zrazu z oporem; wreszcie, pod wpływem nalegań, zgodziła się. Chodziło tylko o dzień, godzinę i miejsce sporządzenia aktu, co wymagało czasu i swobody... „Tu, w klasztorze, niemożebne; gdyby przeor powrócił... gdyby mnie zastał... U mnie, nie śmiałabym ojców zapraszać...“ Rozstali się wreszcie, zostawiając sobie wzajem nieco czasu dla usunięcia tych trudności.
Tegoż jeszcze dnia, Hudson otrzymał raport o biegu zdarzeń. Radość jego nie miała granic: oto zbliża się chwiła tryumfu! niebawem nauczy tych żółtodzióbów, z jakim człowiekiem mają do czynienia. „Bierz pióro, rzekł do dziewczyny, i naznacz schadzkę w miejscu które ci wskażę. Będzie im po myśli, możesz być pewna. Dom jest uczciwy, a kobieta która go zajmuje cieszy się w sąsiedztwie i u współmieszkańców najlepszą sławą.“
Trzeba wiedzieć, iż ta kobieta była jedną z owych przebiegłych intrygantek, które, pod płaszczykiem dewocji, wślizgują się w najlepsze domy, i słodkiem, życzliwem a obleśnem obejściem zdobywają sobie zaufanie matek i córek aby je przywieść do zguby.