Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


liśmy sobie wyraźnie: że pan będzie się nazywał moim panem, ale ja będę w istocie pańskim. Otośmy się porozumieli, teraz pozostaje jeno dreptać spokojnie tą drogą.
PAN. — Gdzieś ty, u djabła, nauczył się tego wszystkiego?
KUBUŚ. — W wielkiej księdze. Ach, panie, darmo zastanawiać się, rozmyślać, studjować we wszystkich książkach świata, jest się zawsze strasznym dudkiem, jeśli się nie czytało w wielkiej księdze...

Popołudniu, słońce wyjrzało z za chmur. Ktoś z podróżnych upewnił, że można domacać się brodu. Kubuś zeszedł na dół; pan wynagrodził gospodynię bardzo hojnie. U wrót oberży, zebrała się dość znaczna ilość podróżnych, zatrzymanych niepogodą i gotujących się do dalszej drogi; w ich liczbie, Kubuś i jego pan, dalej człowiek w osobliwy sposób ożeniony, i jego towarzysz. Piechury ujęli kije i zarzucili sakwy; inni usadowili się w furgonach i karocach; jeźdźcy dosiedli koni przepijając jeszcze strzemiennego. Uprzejma gospodyni, trzymając butelkę w ręce, podaje szklanki, napełnia, nie zapominając swojej; ze wszech stron padają ku niej uprzejmie wykrzykniki; odpowiada grzecznie i wesoło. Jeszcze ostatni ukłon, ostroga koniom — i w drogę.
Przypadkowo, Kubuś i jego pan, margrabia des Arcis i jego towarzysz jechali w tym samym kierunku. Z tych czterech osób jedynie ostatnia jest wam nieznana. Był to młodzieniec zaledwie dwudziesto dwu lub trzechletni. Twarz jego wyrażała wielką nieśmiałość; głowę trzymał nieco prze-