Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/199

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pozwalały ręczyć za nic. W godzinę lub dwie, znów posłał ukradkiem dowiedzieć się jak się miewa. Powiedziano, że się dławi i że chwyciła ją czkawka, rozlegająca się aż w dziedzińcu. Za trzecim razem, nad ranem, doniesiono, że pani wiele płakała, czkawka się uśmierzyła i chora zdawała się nieco drzemać.
Następnego dnia, margrabia kazał zaprządz i znikł na przeciąg dwóch tygodni, tak iż nikt nie wiedział co się z nim dzieje. Wszelako, zanim się oddalił, nie zaniedbał zaopatrzyć domu we wszystko potrzebne, zaleciwszy służbie posłuszeństwo rozkazom pani jak jego własnym.
Przez ten czas, obie kobiety siedziały naprzeciw siebie, prawie się nie odzywając, przyczem córka szlochała, wydawała krzyki, wydzierała sobie włosy, łamała ręce; matka nie śmiała zbliżyć się do niej ze słowem pociechy. Jedna jawiła najwyższą rozpacz, druga była jak skamieniała. Córka raz po raz powtarzała: „Mamo, wyjdźmy stąd; uciekajmy.“ Za każdym razem, matka powstrzymała ją, mówiąc: „Nie, córko, trzeba zostać; zobaczymy co z tego wyniknie: nie pozabija nas... — Och, dałby Bóg, odparła córka, by już to uczynił!...“ Matka odparła: „Milczałabyś lepiej, zamiast mówić jak głupia.“
Za powrotem, margrabia zamknął się w gabinecie i napisał dwa listy, jeden do żony, drugi do teściowej. Ta wyjechała tegoż samego dnia, i udała się do klasztoru Karmelitanek w najbliższem mieście, gdzie zmarła przed kilku dniami. Córka ubrała się i zawlokła do pokojów męża, dokąd widocznie ją