Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PANI DE LA POMMERAYE. — Bardzo to wszystko ładnie; ale, na razie, nie wychodzę za mąż. Jedyny człowiek, którego, być może, miałabym pokusę zaślubić...
MARGRABIA. — To ja?
PANI DE LA POMMERAYE. — Mogę ci teraz wyznać bez niebezpieczeństwa.
MARGRABIA. — I dlaczego było mi tego nie powiedzieć?
PANI DE LA POMMERAYE. — Wnosząc z wypadków, dobrze uczyniłam. Ta, którą dostaniesz, pod każdym względem odpowiedniejsza jest dla ciebie.“
GOSPODYNI. — Pani de La Pommeraye sprawiła się ze swym wywiadem z pożądaną dokładnością i szybkością. Przedstawiła margrabiemu zaświadczenia najbardziej pochlebne; były z Paryża, były też i z prowincji. Wymogła na nim jeszcze dwa tygodnie zwłoki, aby lepiej rozpatrzył się w sobie. Owe dwa tygodnie zdały mu się wiekiem; w końcu, margrabina zmuszona była ustąpić jego niecierpliwości i prośbom. Pierwsze spotkanie odbyło się w domu pań Duquênoi; następuje umowa, zapowiedzi, kontrakt: margrabia ofiaruje pani de La Pommeraye w upominku wspaniały dyament, i małżeństwo stało się faktem.
KUBUŚ. — Cóż za intryga i co za zemsta!
PAN. — Doprawdy, niepojęta.
KUBUŚ. — Wygładźcie mi trudności pierwszej nocy po ślubie, a, jak dotąd, nie widzę wielkiego nieszczęścia.
PAN. — Cicho siedź, nicponiu.