Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


parła u przyjaciółek jego sprawę, w razie gdyby nastręczyła się sposobność. Nieobecność była krótka: wrócił z postanowieniem małżeństwa.
KUBUŚ. — Żal mi biednego margrabiego.
PAN. — Mnie niezbyt.
GOSPODYNI. — Zajechał prosto do pani de La Pommeraye, Nie było jej w domu. Wróciwszy, zastała margrabiego wyciągniętego w fotelu, z zamkniętemi oczami, pogrążonego w najgłębszej zadumie. „O, margrabio, już z powrotem? coś wieś nie na długo miała dla ciebie urok.
— Nie, odparł; nie mogę znaleźć spokoju nigdzie. Wracam gotowy na największe głupstwo, jakie człowiek mego stanowiska, wieku i charakteru może popełnić. Ale, ostatecznie, lepiej jest ożenić się, niż cierpieć. Żenię się.
PANI DE LA POMMERAYE. — Margrabio, rzecz jest poważna i wymaga zastanowienia.
MARGRABIA. — Już się zastanowiłem, a wynik krótki i jasny: mianowicie, niepodobna mi być bardziej nieszczęśliwym niż jestem.
PANI DE LA POMMERAYE. — Mógłbyś się mylić.
KUBUŚ. — Zdrajczyni!
MARGRABIA. — Oto wreszcie, droga przyjaciółko, posłannictwo, którem, jak mniemam, mogę obarczyć cię uczciwie. Zobacz się z temi paniami; zapytaj matki, wybadaj serce córki i objaw moje zamiary.
PANI DE LA POMMERAYE. — Powoli, margrabio. Sądzę iż znam te panie dosyć na swoją potrzebę; ale teraz, kiedy chodzi o szczęście przyjaciela, pozwól mi wglądnąć w rzeczy nieco bliżej. Zasięgnę języka w ich stronach, i przyrzekam, iż zapoznam się,