Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jest piękną i chce pozostać cnotliwą, trzebaż abyś stał się jej prześladowcą? Tobież przystało kazać jej znienawidzić jeden z najpiękniejszych darów nieba? Czemże zasłużyłam na to, aby być twoją wspólniczką? Dalej, margrabio, rzuć mi się do nóg, proś o przebaczeni, i przysięgnij że zostawisz moje biedne przyjaciółki w spokoju.“ Margrabia przyrzekł, iż nic nie podejmie nadal bez jej wiedzy; ale musi mieć tę dziewczynę za jakąbądź cenę.
Margrabia nie pozostał bynajmniej wierny słowu. Matka wiedziała jak rzeczy stoją; nie zawahał się zwrócić do niej. Wyznał jej swoje zbrodnicze zamiary; ofiarował znaczną sumę i szerokie nadzieje na przyszłość: listowi towarzyszyło bogate puzdro drogich kamieni.
Trzy kobiety odbyły naradę. Matka i córka skłonne były przyjąć; ale nie odpowiadało to bynajmniej planom pani de La Pommeraye. Przypomniała im uroczyste przyrzeczenie; zagroziła wyjawieniem wszystkiego. Z wielkim żalem naszych pobożniś, trzeba było zdjąć z uszu kolczyki tak pięknie zdobiące młodą twarzyczkę: puzdro i list odesłano z powrotem, wraz z odpowiedzią pełną dumy i oburzenia.
Pani de La Pommeraye nie szczędziła margrabiemu wymówek, iż tak mało można budować na jego obietnicy. Margrabia usprawiedliwiał się niemożebnością powierzenia jej samej tak dwuznacznego zlecenia. „Margrabio, margrabio, rzekła mu pani de La Pommeraye, uprzedziłam cię już i powtarzam: nie tam idziesz, kędybyś pragnął. Ale zapóźno na kazania; każde słowo byłoby stracone: niema dla ciebie ratunku.“